Meknes. Tłumy, zakorkowane miasto, klaksony, syf pod nogami, wszędzie ośli kał i mnogość majfrendów. Przynajmniej nikt nie proponuje haszyszu. Idziemy do hotelu. Zwyczajem już bierzemy jeden z najtańszych. W poprzednich, za niską cenę, dostawaliśmy skromne pokoiki z dość przyzwoitymi warunkami sanitarnymi. W tym, za równie małą cenę, dostajemy pokój, który powinien być odnotowany na liście najbrzydszych pokoi hotelowych. Śmierdzi w nim łazienką – być może kiedyś nią był, bo pod ścianą stoi ordynarnie zamontowana umywalka z ohydnymi kafelkami dookoła. Podłoga jest brudna, nie ma śmietnika, a na oknie zamontowano kratę. Jest mocno powyginana, jakby ktoś chciał stąd uciec. Co ciekawe i chyba dość osobliwe, wyłącznik od światła znajduje się na zewnątrz, na korytarzu. Ktoś powie – a czego się spodziewałeś za 120 Dh? Nie mam wygórowanych oczekiwań, nie potrzebuję luksusów i nie boję się trudnych warunków. Ale to po prostu źle świadczy o tym miejscu. Tym bardziej, że za tą cenę spaliśmy w hotelach skromnych, ale czystych. No nic, rano ruszamy dalej.
Jedziemy do Mulaj Idris. To jedno z najważniejszych miejsc dla muzułmanina. W mieście pochowany jest Idris I, który był prawnukiem Mahometa, a uciekając w 787 roku z Mekki przed prześladowaniami ze strony Abbasydów, zaszczepił na tych ziemiach islam. Kiedyś niemuzułmanom nie wolno było wchodzić do tego miasta. Od pierwszej połowy XX wieku zakaz ten nie obowiązuje, jednak do samej świątyni wchodzić nam nadal nie wolno. Świątynia ta jest również miejscem, do którego muzułmanin może pielgrzymować pięć razy, jeśli nie może z jakiegoś powodu odbyć pielgrzymki do Mekki, która jest jednym z pięciu filarów islamu.
Zaraz po wyjściu z autobusu podchodzi do nas człowiek w kapeluszu i proponuje hotel. Zbijamy cenę do 100 Dh za osobę i dostajemy czysty pokoik, śniadanie i ciepłe prysznice. Da się? No jednak się da. Potem spacerkiem ruszamy do Volubilis – najlepiej zachowanych ruin rzymskich w Maroku. Pierwsze ślady człowieka pochodzą tu z III wieku p.n.e a największy rozkwit miasta przypadał na I-III wiek n.e. Wewnątrz zobaczyć można łuk tryumfalny, mury domostw, kapitol i liczne mozaiki. Całość jest ogromna. Nad nami wiszą ciężkie, ciemne chmury i grzmi. Jest mroczny klimat i każdy kamień opowiada swoją historię.
Wracamy do Mulaj Idis i z pomocą tutejszego mieszkańca wychodzimy na szczyt medyny, by zobaczyć dachy świątyni. Po drodze mijamy jedyny w Maroku okrągły meczet. Z góry niewiele widać, jedynie zielone dachy świętego miejsca, ale część miasta, zbudowanego na dwóch wzniesieniach, pięknie maluje się na tle gór. Na niebie pojawił się cieniutki sierp księżyca.

