W koncu jestesmy na samym sjewjernym skraju tej ogromnej pomaranczowej plamy na mapie swiata, ktora wisiala w moim pokoju, dopoki nie zdezauktalizowala sie w 1991 roku. Dojazd do Murmanska byl chyba najlepszym odcinkiem naszego autostopu. Po biwaku w Vadso, na skarpie pod latarnia morska, na samym fjordzie, poplynelismy rano promem do Kirkenes. Dostalem indentyfikator na pokladzie z najkreatywniejszym jak dotad przekreceniem mojego nazwiska: Berris. Z Kirkenes po godzinie wzial nas przemily Norweg, ktory nie dosc, ze mowil troche po rosyjsku, to jeszcze zapomnial rano lyknac tabletki i powiedzial mi, ze jestem podobny ,,do tego, ktory glowna role w Titanicu.” Zostawil nas na drodze w kierunku granicy. Zaraz potem pojawil sie renifer, a ja nie powstrzymalem radosci i krzyknalem ,,A DYĆ!”, tym samym odstraszajac poro. Zaraz zatrzymala sie pani wladajaca piecioma jezykami, urodzona na wyspach Galapagos a obecnie pracujaca jako przewodnik turystyczny. Cala droge do granicy opowiadala o historii okolicy, o granicy miedzy Finlandia a Rosja, ustalona dopiero w 1827. Samo przejscie graniczne obwitowalo w rekordy. Jest to najbardziej na polnoc wysuniete przejscie graniczne; trzeba przestawic zegarki az o 2 godziny — z czasu warszawskiego na maskawska wremje; na tym przejsciu sa chyba najmilsi pogranicznicy (Norweszka sama probowala wytlumaczyc Rosjanom, zeby zabrali nas przez granice bo ,,пешком не можна”. Z kolei rosyjski pogranicznik tak przejal sie nami, ze sam zalatwil nam autostop do Murmanska); jest to jedyne przejscie graniczne w calej Norwegii, i do tego jest to przejscie Schengen.
W koncu nie dowiedzielismy sie, jak mial na imie mily pan, ktory wywiozl nas z przejscia granicznego. Kierowca busa, ktory jechal przed nim, zazadal od nas po $50 za podwiezienie. Kiedy pogranicznik nam tego zlapal, odruchowo powiedzielismy, ze djenge u nas njet, a on sie tylko zasmial. ,,Niepotrzebne mi sa Wasze pieniadze!” krzyknal i kazal sie ladowac. Po czym wyruszyl z zawrotna predkoscia 80km/h. Droga byla w takim stanie, ze przy osiemdziesiatce podskakiwalismy i obijalismy glowy o sufit. Minelismy sporo barakow, koszarow, zasiekow, czolgow i zolnierzy w parodziesieco kilometrowym odcinku przy granica z NATO. Jest tez sporo pomnikow upamietniajacych ,,pabjede” i miejsce, w ktorym Armia Czerwona zarzymala wojska niemieckie. Po drodze, przed jednym z wielu wewnetrznych kontroli drogowych/paszportowych, postawil nam kawe i po kanapce z lososiem, a w samym Murmansku zabral na dworzec, zapytal o nasz pociag w informacji, zabral nas do sklepu po prawdziwe jedzenie (w koncu!), potem do przechowalni bagazu, tak zebysmy wiedzieli gdzie jest, potem wywiozl nas pod pomnik Защитников запольярного саюза, ale w pol drogi zawrocil zeby pokazac nam jeszce kantor, az w koncu zostawil nas pod pomnikiem, zebysmy sie rozbili w pobliskim tajgo-tundro parku, i obiecal, ze jesli bedziemy готов o 7:30 nastepnego ranka, to nas jeszcze zabierze do miasta. I tak tez dzisiaj zrobil. Juz nie wiem czego sie spodziewac po Rosjanach, ale ten nam spadl z nieba.
Dzis w nocy 27-godzinna plackarta do Pitera.