Jul 29 2006

Patrząc wstecz…

Siedząc już w pokoju w Warszawie przy muzyce, spokojnie patrzac na to co się stało przez ostatnie 3 tygodnie, przypominam sobie tak wiele rzeczy i ciezko jest nie usmiechac sie na sama mysl o tym. Na sam koniec podrozy rozsmieszyly nas dwie sytuacje.

Pierwsza… Pani z rosyjskiej straży granicznej, która kontrolując nas w pociągu, była bardzo podejrzliwa, że na karcie imigracyjnej mamy wpisane miejsce pobytu “hotel w Murmańsku”, a nie mamy z owego hotelu pieczęci. Jakoś nie mogła uwierzyć, że spaliśmy pod namiotem. Zaowocowało to zarekwirowaniem naszych biletów z Murmańska do Sankt-Petersburga… a miały to być nasze pamiątki.

Druga… Pewna pani na granicy litewsko-polskiej. Pojawiła się w naszym przedziale uprzejmie prosząc o chwilowe wyjście z niego. Po opuszczeniu przez nas tegoż pomieszczenia, położyła się na podłodze i kluczem (własnoróbką) odkręciła osłonkę od ogrzewania znajdującą się pod siedzeniem i wyjęła jakies 30 kartonów papierosów. Po dokonaniu owej operacji obróciła się na drugi bok i powtórzyła czynność z drugiej strony. Za nieświadomy przemyt papierosów zostaliśmy obdarzeni usmiechem oraz stokrotnym “spasiba”  :-)


Jul 25 2006

Где мы, там победа.

W koncu jestesmy na samym sjewjernym skraju tej ogromnej pomaranczowej plamy na mapie swiata, ktora wisiala w moim pokoju, dopoki nie zdezauktalizowala sie w 1991 roku. Dojazd do Murmanska byl chyba najlepszym odcinkiem naszego autostopu. Po biwaku w Vadso, na skarpie pod latarnia morska, na samym fjordzie, poplynelismy rano promem do Kirkenes. Dostalem indentyfikator na pokladzie z najkreatywniejszym jak dotad przekreceniem mojego nazwiska: Berris. Z Kirkenes po godzinie wzial nas przemily Norweg, ktory nie dosc, ze mowil troche po rosyjsku, to jeszcze zapomnial rano lyknac tabletki i powiedzial mi, ze jestem podobny ,,do tego, ktory glowna role w Titanicu.” Zostawil nas na drodze w kierunku granicy. Zaraz potem pojawil sie renifer, a ja nie powstrzymalem radosci i krzyknalem ,,A DYĆ!”, tym samym odstraszajac poro.  Zaraz zatrzymala sie pani wladajaca piecioma jezykami, urodzona na wyspach Galapagos a obecnie pracujaca jako przewodnik turystyczny. Cala droge do granicy opowiadala o historii okolicy, o granicy miedzy Finlandia a Rosja, ustalona dopiero w 1827. Samo przejscie graniczne obwitowalo w rekordy. Jest to najbardziej na polnoc wysuniete przejscie graniczne; trzeba przestawic zegarki az o 2 godziny — z czasu warszawskiego na maskawska wremje; na tym przejsciu sa chyba najmilsi pogranicznicy (Norweszka sama probowala wytlumaczyc Rosjanom, zeby zabrali nas przez granice bo ,,пешком не можна”.  Z kolei rosyjski pogranicznik tak przejal sie nami, ze sam zalatwil nam autostop do Murmanska); jest to jedyne przejscie graniczne w calej Norwegii, i do tego jest to przejscie Schengen.

W koncu nie dowiedzielismy sie, jak mial na imie mily pan, ktory wywiozl nas z przejscia granicznego. Kierowca busa, ktory jechal przed nim, zazadal od nas po $50 za podwiezienie. Kiedy pogranicznik nam tego zlapal, odruchowo powiedzielismy, ze djenge u nas njet, a on sie tylko zasmial. ,,Niepotrzebne mi sa Wasze pieniadze!” krzyknal i kazal sie ladowac. Po czym wyruszyl z zawrotna predkoscia 80km/h. Droga byla w takim stanie, ze przy osiemdziesiatce podskakiwalismy i obijalismy glowy o sufit. Minelismy sporo barakow, koszarow, zasiekow, czolgow i zolnierzy w parodziesieco kilometrowym odcinku przy granica z NATO. Jest tez sporo pomnikow upamietniajacych ,,pabjede” i miejsce, w ktorym Armia Czerwona zarzymala wojska niemieckie.  Po drodze, przed jednym z wielu wewnetrznych kontroli drogowych/paszportowych, postawil nam kawe i po kanapce z lososiem, a w samym Murmansku zabral na dworzec, zapytal o nasz pociag w informacji,  zabral nas do sklepu po prawdziwe jedzenie (w koncu!), potem do przechowalni bagazu, tak zebysmy wiedzieli gdzie jest, potem wywiozl nas pod pomnik Защитников запольярного саюза, ale w pol drogi zawrocil zeby pokazac nam jeszce kantor, az w koncu zostawil nas pod pomnikiem, zebysmy sie rozbili w pobliskim tajgo-tundro parku, i obiecal, ze jesli bedziemy готов o 7:30 nastepnego ranka, to nas jeszcze zabierze do miasta. I tak tez dzisiaj zrobil. Juz nie wiem czego sie spodziewac po Rosjanach, ale ten nam spadl z nieba.

Dzis w nocy 27-godzinna plackarta do Pitera.


Jul 25 2006

Radziecka mysl techniczna, rosyjska goscinnosc i mega biurokracja

No wiec jestesmy w Rosji. Juz na samej granicy mielismy probke tego jak skrajna potrai byc mentalnosc ludzi. Jako ze z Norwegii do Rosji przejsc na piechote nie mozna, wiec zabralismy sie z sredniego wieku Rosjanami, ktorzy okazalo sie jada do Murmanska. Po sprawdzeniu naszych paszportow, przejechaniu plecakow przez wykrywacz metali, X-ray i gajgera ;-) podszedl do nas jeden z osobnikow owego samochodu i zaproponowal bysmy zaplacili kierowcy po 50 dolarow. Problem polega na tym ze lapac stopa w Rosji mozna dopiero 17 km za granica. Wiec problem, bo chlopcy nas za darmo podwiezc nie chcieli.

Pojawil sie pogranicznik. Nie wiadomo skad…nie wiadomo jak… po prostu sie pojawil. Pogadal z nami, dowiedzial sie ze nia mamy kasy, ze jedziemy autostopem i ze jestesmy z Polski. To chyba bardzo dziewne ale owy pogranicznik zalatwil nam miejsca w nastepnym samochodzie. I to do Murmanska :-) No i ruszylusmy z dwoma Rosjanami.

Nasz kierowca, jezeli akurat nie lecial 20 cm nad prawym pasem, to jechal lewym o ile ten oczywiscie istnial… bo bywaly takie miejsca na drodze na ktorych zamiast lewego pasu byla przepiekna kompozycja runa lesnego.  Co jakis czas w przydroznych rowach pojawialy sie kapliczki lub wmontowane w okoliczna flore samochody, co generalnie nie napawalo optymizmem… tym bardziej ze kierowca owego samochodu rozwijal srednia predkosc stanowczo przekraczajaca mozliwosci owej drogi. W pewnych momentach w kabinie pojawialo sie przeciazenie rzedu 11 G, spowodowane naglym wcisnieciem pedalu hamulca,  co bylo jak najbardziej normalna reakcja, gdy przed szyba pojawial sie samochod jadacy w przeciwnym kierunku…oczywiscie tym samym pasym.  Z glebszych przezyc 200 km przejazdu do Murmanska najlepiej pamietam zoladek w podgardlu i serce na ramieniu ;-)

Szofer okazal sie byc aniolem. Nie myslalem ze spotka nas cos takiego w Rosji. Nie dosc ze na granicy oznajmil nam ze nie chce zadnych pieniedzy od nas, to jeszcze po drodze zabral nas na kanapki z lososiem i kawe… a w samym Murmansku zawiozl nas na dworzec, dowiedzial sie co i jak z pociagiem, pokazal bank i sklep a potem jeszcze zawiozl nas za miasto gdzie moglismy rozbic namiot.  Kiedy juz sie z nim pozegnalismy to oznajmil ze rano po nas przyjedzie i zabierze nas do miasta. Co tez oczywiscie uczynil.

Biurokracja w Rosji jest makabryczna. Nie dosc ze kontroluja paszport w srodku kraju to jeszcze przy wymianie pieniedzy trzeba okazywac tenze paszport. Oczywiscie spisywanie danych dokonuje sie rowniez przy zakupie biletu na pociag, a sama operacja kupna trwa jakies 15 minut.

Krajobraz jest przepiekny. Wszystko co nie jest ludzka mysla techniczna zapiera dech. Piekne skaliste gory pokryte zielenia, rzeki i male jeziora…po prostu piekne. Wszystko co zrobil czlowiek jest kopmpletnie apokaliptyczne. Betonowe miasta, fabryki, jednostki wojskowe. Mozna tu smialo zekranizowac 1984 albo cos innego o upadku cywilizacji i antyutopii.  W nocy jedziemy do Sankt Petersburga.


Jul 24 2006

Trzewiobole :-/

Norwegia to kraj zaiste piekny jesli chodzi o jego walory artystyczno wizualne. Jednakze spedzenie tutaj kilku dni moze graniczyc z bankructwem. Ceny w stosunku do naszych sa okrutne. Kielbasa zawiera od 40% – 60% miesa  :-/  Upieczona na ognisku smakuje dobrze, ale jej zjedzenie skonczylo sie dla mnie bolem zoladka. W tundrze ciezko jest rozpalic ognisko bowiem nie ma tu na wyspie zadnego drzewa. Szczescie ze morze wyrzucilo na brzeg troche drewna.

Udajemy sie niebawem do Rosji. Mam nadzieje ze chleb przestanie miec smak papieru a kielbasa bedzie zawierala to co ma zawierac w 100%.


Jul 23 2006

70°23′20″N 31°04′26″E

Na stacji benzynowej (zwanej przez nas czule ,,tanksztela”) w Tana Bru dowiedzielismy sie, ze jedziemy do Vardø. Na ostatnim odcinku jechalismy z sympatycznym i cynicznym informatykiem wojskowym, ktory mieszka w Vardø i pracuje przy tutejszym radarze wojskowym. Pomoglismy mu zaladowac i wyladowac szafe, a on opowiadal nam o wszystkim, co sie tu dzialo podczas II Wojny Swiatowej i o tym, jak zjadl renifera, po tym jak ten rzucil mu sie na maske zima.

W Vardo biwakowalismy tutaj.

To juz jest sam koniec Skandynawii — wyspa polozona jest dalej na wschod niz Stambul. Jest ok. 10°C i czasami nie pada. Na wyspie jest najwyzej pare drzew, reszta to tundra. Kierowca nam powiedzial, ze to najbrzydsze miasteczko w Norwegii. Jest faktycznie zaniedbane, ale nie jest brzydkie. Kto nie musi zostac z racji pracy w wojsku lub na kutrze rybackim, ucieka. Zostalo juz tylko 2000 mieszkancow, czasami do tego dochodzi tlum zdezorientowanych amerykanskich turystow wrzuconych na brzeg przez statek z Kirkenes. Zostalo nam jeszcze pare dni. W srode musimy byc w Murmansku, a w czwartek o 1:10 mamy pociag nr. 011 do St. Petersburgu. Dzis wieczorem pierwszy raz od dwoch miesiecy w Vardø zajdzie na krotka chwile slonce.


Jul 22 2006

Z rozmyslan przy sniadaniu

barentsSiedzimy na wyspie… wsrod glazow… przed nami Morze Barentsa. Radosna to chwila gdy mozna zatopic sie w swoich wlasnych myslach, patrzac tylko w dal. Przeszlosc przestaje byc wazna… to co za nami, obok nas… jakies takie niewazne. I bardzo dobrze! W koncu terazniejszosc przemawia. Chwila… jakze piekna i prawdziwa. Wiatr…slonce…czasem deszcz. I ta piekna tecza, ktora przywitala nas, gdy przybylismy na ta wyspe.

Jedno wiem na pewno. Cokolwiek stanie sie w moim zyciu, za minute…za chwile…jutro…za rok… NIKT i NIC… absolutnie w zaden sposob nie zabierze mi tego co przezylem przez te dwa tygodnie.  To jest moje. Mam to w sobie i dla siebie.

Zostal nam tydzien podrozy. Jestesmy na wschodnim koncu Skandynawii. Norwegia, Vardø… bardziej na wschod juz sie nie da.


Jul 20 2006

Czeszka w meskiej ubikacji i laponskie kulinaria

Spotkalem dzis czeszke w meskiej lazni w jakims osrodku wypoczynkowym w ktorym oczywiscie bez wiedzy kierownictwa wzielismy prysznic. Czeszka szukala…kucharza :-)  Bardzo dobrze mowila po polsku.

Z kulinariow autostopowych. Kroluje makaron i ryz z roznego rodzaju sosami. Z warzyw spozywamy papryke, cebule i w mega ilosciach pomidory oraz przyprawy prowansji, oregano i slodka papryke z giga ilosciami pieprzu mielonego. Wciaz czekamy na rybe. Mieso ktore zakupujemy wyglada troche jak tygodniowy przeglad rzezni ale w smaku jest bardzo dobre. Dzis padl rekord od paru dni, przejechalismy jednym samochodem 150 km. Tutaj jest dokladnie tak samo jak w filmach o Alasce… zimno, wieje i pada a ludzie chodza ubrani w kapelusze i dzinsowe kurtki. Czas sie tu zatrzymal. Mam nadzieje ze dzis jeszcze bedziemy na fiordach.


Jul 19 2006

Musime si pomahat

Dzis w koncu wyciagnelismy palatki i lapalismy w ulewnym deszczu, przerywanym co 15 minut nieco mniej ulewnym deszczem. Lapanie stopa w wiosce z jednym sklepem i poczta w tym samym budynku nie bylo jednak totalna tragedia, bo wziala nas milczaca para finow az pod granice norweska. Wydalismy reszte ojrobilonu i kupilismy duzo miesa i sera na ciezkie czasy w Norwegii, gdzie towary w sklepach sa tak drogie, ze chleb kupuje sie obok heroiny na czarnym rynku. A czort wie gdzie ten rynek jest.

Zabrala nas spod sklepu mila para norwegow wracajaca z zakupow w sporo tanszej Finladii. Zaproponowali, zebysmy poczekali na nich w Tana Bru gdzie sa najwieksze lososie w Norwegii (pozwolenie wedkarskie kosztuje 20 euro za dzien). Jesli nie beda mieli za duzo bagazy, zabiora nas tutaj, a tabuny niemcow w niepraktycznych przyczepach kempingowych niech jada na Nordkapp przebywac z tabunami holendrow w niepraktycznych przyczepach kempingowych. I jeszcze figa z makiem tym kempingowcom za to ze absolutnie nigdy nie zabieraja autostopowiczow. Jeszcze nie idzie z tymi rybami. Moze dzis sprobujemy w rzece Tanu albo jutro we fjordzie na Morzu Barentsa.


Jul 18 2006

Wioska Mikolaja

pan2Tak… komary sa ogromne. A dodatkowo jeszcze (jak dowiedzielismy sie w muzeum) wystepuje tutaj szesc innych rodzajow krwiopijcow, rozmiarami nie odbiegajacymi za bardzo od komarow. Jest ich tak duzo ze na jednego czlowieka przypada ilosc mierzona w 4 liczbach przed przecinkiem. Im dalej na polnoc tym wiecej reniferow.To prawda ze zachowuja sie jak kamikadze. Wychadza na droge calymi rodzinami… calymi stadami. Male, ogromne, biale, brazowe, z POROzem, bez POROza (PORO to renifer po finsku).

Kapiel w rzece arktycznej to przezycie porownywalne tylko z kriokomorami. Temperatura wody jest bardzo niska. Lowilismy tam tez ryby. Zlowilismy malego okonia ale byl zbyt maly by dokonac na nim masakry spozywczej wiec powrocil do swojego srodowiska.

Bardzo mi sie podobaja szamanskie malowidla. Nie wiem co oznaczaja ale robia niesamowite wrazenie wizualne.

szaman Nawiazalismy fajny kontakt z HARLEYowcami na stacji benzynowej. Okazalo sie ze Nordkapp to komercyjne miejsce i za jego zobabczenie trzeba zaplacic. Nie jedziemy tam.

Santa´s Vilage natomiast to jest dosc spore przegiecie. Sprzedaje sie tam wszystko od zmielonego proszku roga renifera po usmiechnietego Mikolaja.
Bardzo mi sie to miesce nie podobalo. Za duzo ludzi i za duzo wszystkiego. No i nie wiele ma to wspolnego z prawdziwym swietym Mikolajem. Choc przyznac chyba trzeba, ze zima pewnie miesce to jest bardzo urokliwe


Jul 18 2006

O wiecej prosic nie smiem, tylko wiez mnie.

Z Rovaniemi w glab Laponii nie szlo nam wcale latwo. Do Sodankylä jechalismy 2 dni, bo wybralismy nieco okrezna droge. Zapytalismy tirowca wiozacego cos zracego, czy w Kemijärvi jest ‘truck stop’ (pewnie myslal, ze pytam sie o to, czy ma zamiar tam swoj tir zatrzymac). Potwierdzil, i wysadzil nas pol godziny pozniej na rozstaju drog, gdzie nie bylo zadnego truck stop, sklepy byly zamkniete i przez 12 godzin nikt sie nie zatrzymal. W koncu o polnocy wzial nas chlopak gustujacy w mocnym basie i wyjatkowo energicznych remiksach, w tym ‘Voodoo People’. Za to w Sodankylä mielismy cudowny nocleg nad rzeka, gdzie z Mariuszem probowalismy lowic ryby.

Wczoraj zabralo nas malzenstwo szwecko-norweskie jadace az nad morze Barentsa w Norwegii i nawet zaproponowali, zeby z nimi jechac, ale postanowilismy jeszcze zostac w Suomistanie, zwiedzic muzeum ludu Saami i pochodzic po lasach w Inari, nad Inarijärvi. Biwakujemy dokladnie tutaj.
Pogoda jest rownie interesujaca co komary. Zmienia sie kilkakrotnie w ciagu godziny, czeste sa obfite opady przy pelnym sloncu. Komary sa dosc duze. Male okazy sa wielkosci polskiego pomidora, natomiast wieksze sa porownywalne z golebiem pocztowym i potrafia porywac dwuletnie dzieci.

Jak dotad widzielismy tylko 1 autostopowicza. Lapanie ,,z drogi” jest tak ciezkie, ze mogloby spokojnie zostac wlaczone do reguly jakiegos wedrownego zakonu ascetow. Kierowcy tirow z kolei bardzo chetnie nas zabieraja, o ile jada tam gdzie my. Osobowki lapiemy na stacjach benzynowych, gdzie maja przynajmiej chwile na zastanowienie i zmierzenie nas wzrokiem. Wczoraj jedna brytyjka na rosyjskich blachach oswiadczyla mi za to, ze “zadnych autostopowiczow nie wezmie!” choc jechala do Inari. Widzielismy po drodze sporo reniferow, szczegolnie w ostatnim dniu jazdy z Sodankylä do Inari. Tutejsze renifery stosuja taktyke kamikaze w stosunku do nadjezdzajacych samochodow, a ich klnacy kierowcy zmuszeni sa pokornie ustapic pierwszenstwa.


Jul 14 2006

Rozdzioba nas sääsket ja hyttyset.

Satu nas wywiozla na autostrade prowadzaca do trasy na Lahti. Cieplo nas pozegnala, obiecala, ze ma nadzieje przyjechac do Polski, i wyszlismy na przystanek autobusowy lapac stopa. Po 30 minutach zatrzymal sie woz godny kalifornijskiego alfonsa. Gdyby zglosic rozowa beczke 25 letniego Lauri do Pimp My Ride, producenci programu nie mieliby duzo do roboty. Osmioosobowy mercedes kiedys byl taksowka w Laponii, ale Lauri i jego koledzy zamienili sie z wlascicielem na starego Transita, pomalowali na rozowo, przylepili ogromnego krolika (takiego co czasem na pewnym miesieczniku widac), wylozyl srodek futrem w panterke, wlozyl drugi akumulator, sprzet naglasniajacy porownywalny z moca silnika, i lodowke, zeby pasazerowie mieli chlodne piwo Lapin Kulta (fiń. Złoto Laponii). Potem jedno z tysiecy anonimowych jezior i kierowca ciezarowki, ktory zawiozl nas nad jezioro przy wylotowce na Oulu przy Jyväskylä. I dwa dni lapania do Rovaniemi, rzut reniferem od kola podbiegunowego. Lapie sie zarownio ciezko jak i latwo. Raz sterczymy na stacji przez 6 godzin, a potem ktos nas bierze 250km i zaraz po wysadzeniu zabiera nas kierowca cysterny ze spoldzielni mleczarskiej.

Jeszcze nie rozbilismy namiotu ani razu. Raz spalismy u Satu, a reszte nocy w plenerze, pod niebem tak jasnym, ze o drugiej w ,,nocy” spokojnie mozna czytac. Slonce zaszlo w Rovaniemi 7 dni temu, teraz juz regularnie zachodzi na jakas godzinke, tylko ze na polnocy, a nie na zachodzie. Jeszcze paredziesiat kilometrow, a bedziemy na obszarze nieustajacego dnia.

Tu w Rovaniemi mieszka Mikolaj. Sw. Mikolaj, jak wszyscy wiedza, zmarl w Turcji w czwartym wieku. Mikolaj z Rovaniemi z kolei, to ten czerwono-bialy mason kapitalista, co w zmowie z korporacjami i agencjami reklamowymi bombarduje nas swoim chlamem akurat wtedy, kiedy my obchodzimy Adwent i Oktawe Bozego Narodzenia. Nie jest co prawda neoliberalem cala geba, bo jeszcze nie zlecil rozwozenia towaru podwykonawcom: DHL i UPS. Jedziemy dzis do siedziby jego korporacji, dowiedziec sie, czy jego krasnale zawiazaly juz zwiazek zawodowy i czy przestrzegane sa prawa pracownika.

W Rovaniemi jest Plac Lordi (Lordin Aukio).


Jul 14 2006

???

To jest kurde jakas dziwna kraina. Maja tu darmowy internet. Za wrzatek na stacji nie trzeba placic. Mury budynkow nie sa pomalowane przez pseudo-art-graficiarzy a za plastikowe butelki dostaje sie kase. Hmmmm…


Jul 11 2006

Stary madry Väinämöinen, piesniarz z wiekow przed wiekami…

Co by to byla za wyprawa do Finlandii gdybym nie przywiozl sobie Kalevali w orginale :-)

Fort obronny na wyspie jakos specjalnie nas nie zaciekawil. No moze poza jedynym kosciolem na swiecie ktory jest rowniez latarnia morska. Stoi tam tez 8 tonowy dzwon z wypisana modlitwa w staro cerkiewno slowianskim… robi spore wrazenie. Znalezlismy darmowa gazete z ekstremalnymi elementami ubioru tutejszych gotow. Od wisiorkow w ksztalcie mlota Thora…przez mega mroczne koszulki… az do glanow z lancuchami po same kolana. Popelnilismy tez GOTH-ografie. Za kilka chwil jedziemy w kierunku Lahti. Znow bedzie dzicz…i mam nadzieje uda nam sie wyladaowac nad jakims jeziorem albo rzeka :-)


Jul 11 2006

Sapir-Whorf a sprawa fińska

Satu twierdzi, ze Finowie sa malomowni, a obcy moglby ich nawet wziac za gburow, ale to przez to ze spoleczenstwo finskie nie naciska na tych, ktorzy z takiej czy innej przyczny po prostu nie chca mowic. Ja z kolei uwazam, ze to przez ich jezyk. Finowie malo mowia bo musieliby sie w kazdej wypowiedzi uporac z czternastoma przypadkami, intonacja oraz zlozonym systemem harmonii samoglosek, i czasami to sie po prostu nie oplaca, wiec siedza cicho.

Wczoraj krazylismy po zielonych terenach na obrzezach scislego centrum Helsinek w towarzystwie Satu i jej przyjaciolki Lisi z Havany. Wieczorem zrobilismy sobie salatke szopska i Satu wyjasniala nam podstawy odmiany rzeczownikow w j. finskim (no przynajmiej w celowniku i dopelniaczu) i niuanse wymowy, a potem sporzadzila nam wlasnorecznie rozmowki autostopowicza, gdybysmy jakims cudem trafili na ktoregos z czterech Finow niemowiacych po angielsku.

Na kazdym kroku widac, jak wazne w tym kraju jest planowanie przestrzenne i wogole madre rozwiazania w zyciu codziennym. Siedze wlasnie w Ateneum Art Museum i wolnodostepne stanowiska komputerowe sa tak zaprojektowane, by nikomu nie chcialo sie siedziec dluzej niz 30 minut, poczawszy od slabo dzialajacej myszki, a na Internet Explorerze i mikroskopijnym taborecie skonczywszy.

Dzisiaj Satu nas wywozi na wyolotowke w kierunku Lahti. Bedziemy do wieczora lapac stopa, i jest sie uda, nocowac nad jakims jeziorem. A ja bede amatorskim okiem wylapywal reke Alvara Aalto.


Jul 10 2006

+358408513146

Po absolutnie niewybaczalnych akcjach Polskiej Telefonii Cyfrowej S.A., postanowiłem zostac tymczasowm uzytkownikiem pierwszej lepszej finskiej sieci komorkowej i kupilem karte SIM na 3 tygodnie za jakies smieszne pieniadze. Zatem uwaga do wszystkich, dopoki nie wroce do Polski, moj numer telefonu to: +358408513146.

Krazylismy troche po Helsinkach w poszukiwaniu nieistniejacych kafejek internetowych i w koncu poddalismy sie i poszlismy do kawiarni na (you guessed it) kawe, gdzie mila pani punkowa za lada zwrocila uwage na to jak piekny jest jezyk polski, po czym odwzajemnila sie rownie piekna wiazanka we wlasnym narzeczu aglutynacyjnym.
Trafilismy do biblioteki publicznej i co zastalismy na komputerach wolnodostepnych w ojczyznie Linusa Torvaldsa? Zatem chlopaki na Slonecznej: Nightwish na caly regulator jest dla Was!


Jul 10 2006

hyvää päivää

Zaczelismy nawiazywac krotkie dialogi po finsku :) Jezyk jest bardzo melodyjny. Ludzie sie milo usmiechaja gdy probuje sie rozmawiac w ich jezyku. To jest bardzo sympatyczne :)


Jul 10 2006

Finlandia

pomnik1Estonczycy sa nadgorliwi. Moje wyprane czarne skarpety suszace sie w lazience w porcie znikly. Hmmm….
Wyplynelismy o 7:45 z Tallinna. Podroz przez zatoke jest ciekawa. Gdy doplywa sie do Hellsinek widac male wysepki na ktorych wybudowane sa jakies domki letniskowe…
cudownie by bylo spedzic troszke czasu na takiej wysepce. Na kilku widzielismy armaty i jakies mury obronne. Pewnie sluzylo to do obrony portu przed rosjanami. Robi to wrazenie. Hellsinki na pierwszy rzut oka sa dziwne. Polaczenie kamiennych budowli z neobudownictwem. Na razie obfotografowalem kilka figur z pomnikow. Informacja dla polskich fanow gotyku. Wyglad tutejszych gotow i gotek jest kompletnie ekstremalny. Buty na 15 cm koturnie, kolczyki w kazdym z mozliwych miejsc na ciele, czarne oczy, biala twarz. Masakra. Jeszcze nie spotkalismy Ville Vallo :)