<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>  Mariusz Bieniek   </title>
	<atom:link href="http://draoi.pl/?feed=rss2" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://draoi.pl</link>
	<description>pamiętnik z drogi</description>
	<lastBuildDate>Sat, 04 Sep 2010 06:08:53 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.0.1</generator>
		<item>
		<title>Miętowe lody</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=860</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=860#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 16 May 2010 09:13:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=860</guid>
		<description><![CDATA[W mediach znów głośno o pyle z islandzkiego wulkanu. Mam nadzieję, że lotniska nie zamkną. Może wrócimy stopem? Póki co odpoczywamy w przytulnym mieszkanku, popijamy herbatę, piwo i wino, rozmawiamy, śmiejemy się, trochę oglądamy telewizję. Na Discovery akurat program o erupcji na Islandii.  Tak się zastanawiam&#8230; jakże piękna jest ta matka Gaja. Taki malutki obiekt [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>W mediach znów głośno o pyle z islandzkiego wulkanu. Mam nadzieję, że lotniska nie zamkną. Może wrócimy stopem? Póki co odpoczywamy w przytulnym mieszkanku, popijamy herbatę, piwo i wino, rozmawiamy, śmiejemy się, trochę oglądamy telewizję. Na Discovery akurat program o erupcji na Islandii.  Tak się zastanawiam&#8230; jakże piękna jest ta matka Gaja. Taki malutki obiekt na jednym z ramion Drogi Mlecznej. Jedna planeta, a tak wiele ma oblicz. Chciałbym, by starczyło mi czasu, zdrowia i sił do zobaczenia jak największej części tego naszego świata. Chcę zachwycać się tym tworem, poznawać i chłonąć całym sobą. Im jestem starszy, tym częściej uświadamiam sobie, że któregoś dnia może nie dam rady wyjść za próg własnego mieszkania. Kiedy więc stawiać te kroki w stronę przygody, jak nie teraz? Mogę chodzić, widzieć, słyszeć, dotykać, mówić, smakować. Mogę zrobić krok&#8230; a potem następny&#8230; i kolejny&#8230; i zobaczyć, co jest za rogiem, co za drzewem, co za kamieniem i co za górą. Do zobaczenia więc na drodze&#8230; we mgle&#8230; pośród skał, marzeń i chmur. A potem możemy zjeść miętowe lody z czekoladą :-)</p>
<p><a href="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/161.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-900" title="16" src="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/161.jpg" alt="" width="500" height="230" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=860</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Polska jest urocza</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=720</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=720#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 15 May 2010 07:47:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=720</guid>
		<description><![CDATA[Kilka kilometrów na piechotę przechodzimy przez przepiękny las, łąki i pastwiska. Miło tak iść wśród zielonych terenów. Oczy starają się ogarnąć każdy kawałek tej pięknej okolicy. Mija sporo czasu nim wydostajemy się na obrzeża Curragh Chase Forest Park, ale i tak jest jeszcze przed południem. Z drogi przez wioskę, wprost do Adare, zabiera nas starszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Kilka kilometrów na piechotę przechodzimy przez przepiękny las, łąki i pastwiska. Miło tak iść wśród zielonych terenów. Oczy starają się ogarnąć każdy kawałek tej pięknej okolicy. Mija sporo czasu nim wydostajemy się na obrzeża Curragh Chase Forest Park, ale i tak jest jeszcze przed południem. Z drogi przez wioskę, wprost do Adare, zabiera nas starszy mężczyzna w kapeluszu. Jest pod wrażeniem tego, że można wciąż podróżować autostopem&#8230; sam też to kiedyś robił.</p>
<p>Adare, to według przewodnika jedna z najpiękniejszych wiosek Irlandii. Są tu ruiny opactwa trynitarzy, zamek i domki pokryte strzechą. Mieszkańców jest około 1000. W opactwie akurat odbywa się pierwsza komunia, więc nie udaje nam się dostać do środka, ale zwiedzamy kościół z pięknym wirydarzem. Robimy zakupy i popołudniem ustawiamy się na wylotówce, by złapać ostatniego w Irlandii stopa.</p>
<p>Z drogi ruszamy po 20 minutach. Nasz ostatni kierowca to w średnim wieku pani, która w zeszłym roku była w Krakowie i Wadowicach i jest bardzo zachwycona naszym krajem.<a href="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/15.jpg"><img class="size-medium wp-image-891 alignright" title="15" src="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/15-300x200.jpg" alt="" width="243" height="162" /></a> Rozmawiamy  głównie o Polsce, którą wciąż się zachwyca,, i szybko dojeżdżamy do Limerick. Wysiadamy przy dworcu autobusowym, idziemy jeszcze na małe zakupy a potem autobusem wracamy do Shannon. Czekają już na nas Bożena, Grisza i Polinka.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=720</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>John</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=716</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=716#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 14 May 2010 07:17:39 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=716</guid>
		<description><![CDATA[Długo śpimy. Z namiotu wychodzimy dopiero około 10. Pogoda, ze słonecznej w deszczową i z powrotem, zmienia się co 20 minut. Po śniadaniu gramy trochę w &#8220;Państwa i miasta&#8221; (ja przegrywam), a potem John zaprasza nas na przejażdżkę do Limerick. Pakujemy się do campera i jedziemy na zakupy. John znika u fryzjera, a my obchodzimy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Długo śpimy. Z namiotu wychodzimy dopiero około 10. Pogoda, ze słonecznej w deszczową i z powrotem, zmienia się co 20 minut. Po śniadaniu gramy trochę w &#8220;Państwa i miasta&#8221; (ja przegrywam), a potem John zaprasza nas na przejażdżkę do Limerick. Pakujemy się do campera i jedziemy na zakupy. John znika u fryzjera, a my obchodzimy okoliczne sklepy. A potem w drodze powrotnej zjadamy wspólny posiłek w pubie, do którego przybędziemy również wieczorem.</p>
<p>John obecnie mieszka w camperze. Ma uczulenie na świeżą farbę, więc nie może przebywać w swoim domu, który jest właśnie malowany. Mówi, że gdyby nie miał campera, musiałby mieszkać w B&amp;B, a to by go drogo kosztowało. To zawodowy kierowca ciężarówki, ma dwoje dzieci i jest samotnikiem. Rzucił palenie i od tego czasu je więcej. Zaznacza też, że nie pije Guinnessa, gdyż rośnie od niego brzuch.</p>
<p>W pubie jest dzisiaj impreza urodzinowa. Pewna kobieta obchodzi siedemdziesiąte urodziny, więc w lokalu znajduje się sporo ludzi. Ale znajduje się też miejsce dla nas. Zamawiamy piwo, czekamy, aż kapela się nastroi i próbujemy zlokalizować solenizantkę. W międzyczasie John idzie spróbować szczęścia z automatem do pokera, ale wraca po chwili straciwszy 2 euro. W końcu impreza rozkręca się na całego&#8230; kapela zaczyna grać, a ludzie wychodzą na środek i tańczą. John prosi Magdę do tańca i pokazuje, że dziś on jest królem parkietu. Na&#8221;densflorze&#8221; pojawia się też starsza pani, która najwyraźniej doskonale się bawi, podskakując w rytm muzyki&#8230; wszak to jej dzień. A później The Boatmen odgrywają &#8220;Sto lat&#8221; i wszyscy idą składać solenizantce życzenia. W tym czasie kelnerki podają przekąski, na które i my się załapujemy.  Jestem pod wrażeniem całej imprezy i tego, jak wszyscy się świetnie bawią. Wieczór jednak zbyt szybko przechodzi w noc i trzeba nam wracać do namiotu. John planuje spać do 11, my przed 9 chcemy być już w drodze. Żegnamy się więc, życzymy sobie wszystkiego dobrego i w przyjacielskiej atmosferze rozchodzimy się do swoich&#8221;apartamentów&#8221;. Pewnie nigdy się już nie spotkamy, ale w pamięci ten człowiek zostanie na zawsze.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=716</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Are you on holiday? Really?</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=711</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=711#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 13 May 2010 15:47:27 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=711</guid>
		<description><![CDATA[Poranek jest zimny i nie chce się nam wychodzić ze śpiworów. W końcu jednak pakujemy się i ruszamy piechotą w stronę miasteczka. Na skrzyżowaniu z drogą w stronę Listowel zatrzymuje się dla nas starsza pani, która opowiada nam o szóstce swoich dzieci i mijając swój dom w Causeway stwierdza, że zawiezie nas dalej. Kilkanaście kilometrów [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/14.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-887" title="14" src="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/14.jpg" alt="" width="502" height="335" /></a>Poranek jest zimny i nie chce się nam wychodzić ze śpiworów. W końcu jednak pakujemy się i ruszamy piechotą w stronę miasteczka. Na skrzyżowaniu z drogą w stronę Listowel zatrzymuje się dla nas starsza pani, która opowiada nam o szóstce swoich dzieci i mijając swój dom w Causeway stwierdza, że zawiezie nas dalej. Kilkanaście kilometrów później zabiera nas ojciec z córką i jedziemy do centrum Listowel.</p>
<p>Czasem nie pada i jest zimno, więc po wizycie w ruinach zamku (właściwie to tylko jedna ściana), kafejce internetowej i kościele, postanawiamy wejść do miejscowego wyszynku na frytki. A potem, gdy już łapiemy na drodze, zatrzymuje się rowerzysta i tłumaczy nam, gdzie będzie lepiej łapać stopa w stronę Tarbert.<br />
- Wiem, bo sam nie raz to robiłem &#8211; mówi.<br />
Uczynność ludzi za każdym razem wprawia mnie w zachwyt. Z lepszego miejsca zabierają nas Holendrzy, którzy są tutaj na wakacjach. Jadą wynajętym samochodem, gdyż ich camper pierwszego dnia się zepsuł i stoi w serwisie po drugiej stronie Irlandii. Z Tarbert szybkim stopem dostajemy się do Glin, gdzie robię zdjęcia ruinom i po dwóch godzinach oczekiwania zabiera nas młody Irlandczyk. Jedziemy do Foynes, gdzie dowiadujemy się, że zaznaczone na mapie pole namiotowe nie istnieje. Nasz kierowca postanawia więc zawieźć nas ok. 20 km dalej, do Leśnego Parku Curragh Chase. Wyskakujemy przy bramkach do parku i dalszą drogę pokonujemy na piechotę. Camping leży w środku lasu i jest tutaj bardzo cicho. Tylko ptaki i szum drzew. Tu zostaniemy do sobotniego poranka.</p>
<p>W łazience poznaję Johna&#8230; właśnie się goli, gdy zaczynamy rozmowę. To czterdziestoparoletni mężczyzna z siwymi włosami i sympatycznym wyrazem twarzy. John bardzo się zdziwił, gdy usłyszał, że jesteśmy z Polski i nie przyjechaliśmy tutaj do pracy tylko na wakacje. Z ogromnym uśmiechem stwierdza, że to bardzo dziwne. Trochę rozmawiamy przy umywalkach i umawiamy się na jutrzejszy wieczór z irlandzką muzyką w pubie położonym na obrzeżach lasu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=711</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>It doesn&#8217;t make sens</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=706</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=706#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 12 May 2010 12:15:13 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=706</guid>
		<description><![CDATA[W Tralee czuć już nowoczesność. To duże, wielokulturowe miasto ze sporą ilością sklepów i napisami na murach. Osobiście wolę być w tych małych miasteczkach, gdzie czuć klimat tej prawdziwej Irlandii, gdzie kierowcy mijając Cię pozdrawiają, machają  i uśmiechają się do Ciebie, a gdy budzisz się rano słyszysz śpiew ptaków lub szum fal. Z Tralee do Ardfert [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/13.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-879" title="13" src="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/13.jpg" alt="" width="225" height="151" /></a>W Tralee czuć już nowoczesność. To duże, wielokulturowe miasto ze sporą ilością sklepów i napisami na murach. Osobiście wolę być w tych małych miasteczkach, gdzie czuć klimat tej prawdziwej Irlandii, gdzie kierowcy mijając Cię pozdrawiają, machają  i uśmiechają się do Ciebie, a gdy budzisz się rano słyszysz śpiew ptaków lub szum fal.</p>
<p>Z Tralee do Ardfert zabiera nas kobieta z psem. Wnętrze samochodu oczywiście pełne jest sierści. Psina jest bardzo przyjazna i oblizuje nas po twarzy i rękach. W Ardfert oglądamy ruiny katedry z XII wieku i z drogi zabiera nas Brian. Jedziemy do Ballyheige, gdzie planujemy zostać na noc. Jak się okazuje, na polu campingowym nie można rozbić namiotu. Stwierdzamy, że to kompletnie nie ma sensu i Brian proponuje nam zostanie na ogromnym polu jego ojca, gdzie niegdyś pasły się zwierzęta, a teraz stoi ono odłogiem. Oczywiście zaproszenie przyjmujemy i jedziemy ok. 2 km za miasto. Rozbijamy się i reszta dnia upływa nam leniwie. I dobrze.</p>
<p><em>Arczi, musiałem trochę naprawić Twój plecak, gdyż nie wytrzymał już na kilku szwach :-)</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=706</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>You&#8217;re backpackers so&#8230;</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=699</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=699#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 11 May 2010 09:36:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=699</guid>
		<description><![CDATA[Budzimy się przed wschodem słońca. Nad górami pięknie widać księżyc. Jest zimno, więc wracamy do śpiworów i zasypiamy. Wstajemy przed ósmą i idziemy na plażę. Ocean jest dziś spokojny. Robię zdjęcia i ruszamy na spacer wzdłuż plaży. Po drodze widzimy martwą fokę. Jej głowa zjedzona jest już przez ptaki, a w ciele zadomowiły się robaki. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Budzimy się przed wschodem słońca. Nad górami pięknie widać księżyc. Jest zimno, więc wracamy do śpiworów i zasypiamy. Wstajemy przed ósmą i idziemy na plażę. Ocean jest dziś spokojny. Robię zdjęcia i ruszamy na spacer wzdłuż plaży. Po drodze widzimy martwą fokę. Jej głowa zjedzona jest już przez ptaki, a w ciele zadomowiły się robaki. Przykry widok. Wracamy do namiotu, zwijamy cały sprzęt i czekamy na łódź. Już widać ją płynącą z drugiego brzegu, niebawem tu będzie. Ostatnie spojrzenie na wyspę, która tej nocy była nasza&#8230; na owce i wszechobecne ptaki. Podpływa łódź, po chwili także ponton z turystami. Wysiadają lekko zdziwieni widząc nas tutaj. Znów wkładamy kamizelki, ładujemy się na ponton, potem do  lodzi i wyspa robi się coraz mniejsza za kilwaterem.</p>
<p><a href="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/12.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-873" title="12" src="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/12.jpg" alt="" width="500" height="240" /></a></p>
<p>Do Dingle wracamy z parą młodych ludzi, którzy z Dublina przyjechali tu na wycieczkę. Jemy smażoną rybę i frytki w miejscowym wyszynku i  z drogi do Tralee zabiera nas Tracey. Gdy wysiadała z samochodu, by pomóc nam załadować plecaki, myślałem, że to Gillian Anderson, tak bardzo była do niej podobna.  Po drodze rozmawiamy o autostopie w Irlandii i Tracey twierdzi, jak większość kierowców, że dziś to już nie jest tak proste, ale że jesteśmy backpackersami, to nas zabierze.  Zahaczając o zamknięte pole namiotowe oraz o jedno, na którym nie chcemy zostać, dojeżdżamy do Tralee. Tracey zostawia nam jeszcze swój numer telefonu. Gdyby popioły z islandzkiego wulkanu nie pozwoliły nam odlecieć, możemy się u niej zatrzymać. Dziś zostajemy w Tralee.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=699</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Przedwieczny wiatr</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=696</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=696#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 10 May 2010 09:22:02 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=696</guid>
		<description><![CDATA[Liz to młoda, ścięta na zapałkę dziewczyna. Zabiera nas z drogi i gdy słyszy, że jedziemy do Dunquin, stwierdza, że nas tam zawiezie pomimo tego, że to kilkanaście kilometrów dalej niż jej punkt docelowy. Jedziemy drogą Slea Head wzdłuż urwiska. Po lewej stronie pięknie maluje się Ocean Atlantycki i odległe wysepki, niczym kamienni strażnicy od [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Liz to młoda, ścięta na zapałkę dziewczyna. Zabiera nas z drogi i gdy słyszy, że jedziemy do Dunquin, stwierdza, że nas tam zawiezie pomimo tego, że to kilkanaście kilometrów dalej niż jej punkt docelowy. Jedziemy drogą Slea Head wzdłuż urwiska. Po lewej stronie pięknie maluje się Ocean Atlantycki i odległe wysepki, niczym kamienni strażnicy od dawnych czasów strzegący tych wód. Po drodze zatrzymujemy się w kilku miejscach i robię zdjęcia. Skały i rozbijająca się o nie w dole woda robią wrażenie. Jedziemy dalej, do miejsca, skąd odpływa łódź na Great Blasket Island, gdzie chcemy zostać na noc. Zjeżdżamy z głównej drogi i wyskakujemy pod przystanią. Myślałem o łódkostopie, ale nie ma tu żadnego portu, więc grzecznie kupujemy bilet, wkładamy kamizelki ratunkowe i ruszamy na wyspę. Najpierw pontonem z przystani podpływamy pod kuter, przerzucamy bagaże i siebie i płyniemy dalej. Fale są dość duże, więc przyjemnie kołysze, a woda czasem wlewa się na pokład. Płyniemy około pół godziny, znów przesiadamy się do pontonu i dobijamy do brzegu. Na wyspie jest jeszcze sporo turystów, ale niebawem odpływają. Zostajemy sami.</p>
<p>Jest bardzo wietrznie, więc rozbijamy się między starymi domkami, w których kiedyś mieszkali ludzie. Dziś to już tylko zniszczone gołe mury. Kilka domków służy robotnikom, którzy stawiają tu płot. W XIX i XX wieku żyła tu niewielka populacja rybaków i rolników. Ze  względu na trudne warunki i brak kontaktu z lądem ostatni ludzie  odpłynęli stąd w 1954 roku. Izolacja na wyspie spowodowała przetrwanie  tutaj tradycyjnej kultury i języka irlandzkiego, co przyciągało tu  wszelakich badaczy. Obecnie wśród ruin przechadzają się owce. Popołudnie mija nam spokojnie. Leżymy na trawie, wchodzimy na wzniesienia, śmiejemy się z owiec i królików, które w popłochu uciekają, gdy tylko nas usłyszą. Krajobraz jest przepiękny. Z wody wystają skały, w oddali majaczą inne wyspy. Tak tu spokojnie&#8230; i tylko krzyk ptaków i pobekiwanie owiec przerywa wietrzną ciszę.<a href="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/11.jpg"><img class="size-full wp-image-815 alignleft" title="11" src="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/11.jpg" alt="" width="300" height="154" /></a> Z oceanu wystawia głowę foka.</p>
<p>Zapada zmrok, wiec szybko wracamy do namiotu. Jeszcze zielona herbata na dobranoc, spektakl gwiazd nad wyspą i wiatr, który śpiewał tu swoją pieśń przed wiekami.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=696</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Dingle Pub</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=693</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=693#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 09 May 2010 09:30:24 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=693</guid>
		<description><![CDATA[Większość kierowców pyta nas, czy przyjechaliśmy tu do pracy. To trochę przykre, że Polak w Irlandii kojarzony jest tylko z pracą. Na ogół ludzie wyrażają się dobrze o Polakach, ale i tak mówię im, że to nasze wakacje. Gdy kierowcy słyszą, że jesteśmy autostopowiczami, rozgadują się. Mówią nam o ciekawych miejscach, opowiadają interesujące historie&#8230; nagle [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Większość kierowców pyta nas, czy przyjechaliśmy tu do pracy. To trochę przykre, że Polak w Irlandii kojarzony jest tylko z pracą. Na ogół ludzie wyrażają się dobrze o Polakach, ale i tak mówię im, że to nasze wakacje. Gdy kierowcy słyszą, że jesteśmy autostopowiczami, rozgadują się. Mówią nam o ciekawych miejscach, opowiadają interesujące historie&#8230; nagle znika pojęcie &#8220;Polak&#8221;. Jest turysta, autostopowicz. Jest lekkie niedowierzanie, że tak można podróżować. To przecież takie niebezpieczne. Dawniej, owszem&#8230; i oni jeździli, ale dziś już nikt tego nie robi. A jednak przemieszczamy się z miejsca na miejsce. Na zachodzie Irlandii jest to nieco trudniejsze. Może to dlatego, że więcej tu turystów? Tak czy inaczej podróżowanie autostopem nadal jest możliwe i wiele osób to robi. Chociaż jak na razie nie widzieliśmy żadnego innego autostopowicza.</p>
<p>Z Killarney z miłym starszym panem dostajemy się do Killorglin. Spotykamy Niemców i Amerykanów. Oczywiście są zdziwieni, że jedziemy autostopem. Szybko zatrzymuje się dla nas kolejny kierowca, który zawozi nas na prostą drogę do Dingle. Ok. 50 km pokonujemy z Gerrym, który jest tu na wakacjach. Jest Holendrem i wiele podróżował po świecie. Mówi, że zna dobre miejsce za miastem, gdzie możemy się rozbić za darmo. Odjeżdżając zostawia nam swój numer telefonu i mówi, że gdybyśmy mieli jakieś problemy, mamy napisać i on przyjedzie. Darmowe miejsce to plaża, na której nie można się rozbić, o czym informuje nas duża tablica. Trochę na piechotę i kilka kilometrów stopem wracamy do Dingle, gdzie od naszego ostatniego kierowcy dowiadujemy się, że jest tutaj mały hostel z miejscem na namioty. I tam też zostajemy. Wieczorem idziemy jeszcze do miasteczka do pubu z muzyką na żywo. Zamawiamy piwo i słuchamy romantycznych piosenek, które przy akompaniamencie własnej gitary wykonuje sympatycznie uśmiechnięty Irlandczyk. A potem wracamy do namiotu. I znów to pięknie rozgwieżdżone niebo.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=693</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Smażone czerwone pomidory</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=686</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=686#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 08 May 2010 08:45:29 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=686</guid>
		<description><![CDATA[Yvonne i Jim to ludzie bardzo sympatyczni. James cały czas się uśmiecha. Gdy oprowadzał nas po okazałym ogrodzie i pokazywał rośliny z Himalajów, czuć było w jego słowach radość i pasję. Naprawdę uwielbia to miejsce. Yvonne robi bardzo dobre dżemy. Mandarynkowy jest wyśmienity, choć ona twierdzi, że ten się jej nie udał. W swojej małej [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Yvonne i Jim to ludzie bardzo sympatyczni. James cały czas się uśmiecha. Gdy oprowadzał nas po okazałym ogrodzie i pokazywał rośliny z Himalajów, czuć było w jego słowach radość i pasję. Naprawdę uwielbia to miejsce. Yvonne robi bardzo dobre dżemy. Mandarynkowy jest wyśmienity, choć ona twierdzi, że ten się jej nie udał. W swojej małej szklarni pokazała mi warzywa i przyprawy, które ma nadzieję niebawem zaowocują. Fasola, pomidory, ogórki a także pietruszka, curry, mięta. Wszystko pięknie już puszcza kiełki&#8230; teraz trzeba czasu i cierpliwości.</p>
<p>Domostwo naszych gospodarzy to piętrowy budynek. Na dole jest przytulna kuchnia i spiżarnia oraz pokój, który tej nocy został nam podarowany. Na górze znajduje się sypialnia, duży pokój i łazienka. Progi są wysokie a sufity na tyle niskie, że gdy chcę przejść z jednego pomieszczenia do drugiego, muszę pamiętać, by schylić głowę. Raz nie pamiętałem. Na śniadanie mamy smażone kiełbaski, smażony boczek, dwa rodzaje smażonego puddingu, smażone pomidory oraz tosty, ciasto, dżem, miód i czarną herbatę. Wszystko to bardzo mi smakuje. Przy śniadaniu dużo jeszcze rozmawiamy. Oboje są bardzo wyrozumiali i cierpliwie czekają, aż składając zdania wytłumaczymy, o co nam chodzi, omijając nasze braki w angielskim słownictwie.</p>
<p>Ranek mija zbyt szybko i nadchodzi czas odjazdu. Robimy sobie jeszcze wspólne zdjęcie, obiecujemy je wysłać i nasi dobroczyńcy zawożą nas na wylotówkę w stronę Fermoy. Ściskamy się, Yvonne i Jim odjeżdżają, a my zostajemy na pustej drodze. Chwilę później Magda pokazuje mi 50 euro i mówi, że Yvonne wręczyła jej to, byśmy sobie poszaleli. Lekko opada mi szczęka i nie wiem, co powiedzieć. W czasie swoich podróży otrzymywałem już  jedzenie albo słodycze, ale jeszcze nigdy nikt nie podarował mi pieniędzy. Ludzie zaprawdę są niesamowici.</p>
<p><a href="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/10.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-807" title="10" src="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/10.jpg" alt="" width="500" height="334" /></a></p>
<p>Do Fermoy dostajemy się z młodymi ludźmi, a dalej kilkoma rzutami do Mallow. Dziś nie idzie nam zbyt dobrze. Kierowcy podwożą nas po kilka kilometrów. Ostatecznie jednak udaje nam się dotrzeć na pole namiotowe w Killarney. Jest już późno, więc jest zamknięte, ale uprzejmy chłopak z domostwa obok dzwoni do właściciela, a ten zjawia się po 10 minutach. Jemy kolację i z głowami pełnymi wspomnień zasypiamy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=686</wfw:commentRss>
		<slash:comments>1</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Yvonne i James</title>
		<link>http://draoi.pl/?p=676</link>
		<comments>http://draoi.pl/?p=676#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 07 May 2010 22:59:43 +0000</pubDate>
		<dc:creator>admin</dc:creator>
				<category><![CDATA[(2010) Irlandia]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://draoi.pl/?p=676</guid>
		<description><![CDATA[&#8220;Życie jest dziwką&#8230; a potem umierasz&#8221; &#8211; jak twierdzi James. O poranku szybkim stopem dostajemy się do centrum Dungarvan, gdzie bezskutecznie próbuję zakupić butlę z gazem. Skutecznie natomiast znajdujemy bibliotekę, gdzie za 2 euro na godzinę można  skorzystać z internetu, a także wchodzimy do spożywczego sklepu, w którym nabywam ryż, chleb i paprykę. A potem [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em><strong>&#8220;Życie jest dziwką&#8230; a potem umierasz&#8221;</strong> &#8211; jak twierdzi James.</em></p>
<p>O poranku szybkim stopem dostajemy się do centrum Dungarvan, gdzie bezskutecznie próbuję zakupić butlę z gazem. Skutecznie natomiast znajdujemy bibliotekę, gdzie za 2 euro na godzinę można  skorzystać z internetu, a także wchodzimy do spożywczego sklepu, w którym nabywam ryż, chleb i paprykę. A potem ustawiamy się na wylotówce z miasta. Chcemy dostać się do Ardmore. Po 20 minutach zatrzymuje się kobieta w średnim wieku i twierdzi, ze stoimy w złym miejscu, więc proponuje nam podwiezienie do lepszego. Jedziemy ok. 2 km. Mijamy kilka rond, a mila pani obiecuje nam modlitwę za naszą podróż i mówi, byśmy zawsze pamiętali, że aniołowie są z nami. Wysiadamy tam, gdzie zaczyna się pobocze, czyli dogodne dla nas miejsce, kobieta odjeżdża, a my wystawiamy kciuk i próbujemy złapać następny transport. I nie czekamy długo. Do samego Ardmore zabiera nas sympatyczny Irlandczyk, którego imienia nie pamiętam. Dojeżdżamy do miejsca, gdzie z plaży jest już piękny widok na otwarte Morze Celtyckie. Siadamy na piasku, robimy kanapki, popełniam fotografię i szybko stwierdzamy, że wiatr jest zbyt dokuczliwy, by spędzać tu więcej czasu. Idziemy do ruin dawnego opactwa, które uznawane jest za kolebkę chrześcijaństwa,<a href="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/09.jpg"><img class="alignright size-full wp-image-798" title="09" src="http://draoi.pl/wp-content/uploads/2010/05/09.jpg" alt="" width="200" height="300" /></a> jeszcze sprzed przybycia na wyspę św. Patryka. Znajduje się tam również cmentarz, gdzie spoczywają zwłoki żeglarzy, którzy rozbili się u wybrzeży. Ruiny zapierają dech. Robimy zdjęcia i wychodzimy na wylotówkę z miasteczka. Zatrzymuje się miejscowa kobieta z psem, która oznajmia, że może podwieźć nas tylko do głównej drogi, ale ostatecznie zawozi nas kilka kilometrów dalej, skąd mamy zamiar dostać się na zachodnie wybrzeże, do Dingle. Robię zdjęcia żółtym kwiatkom, które porastają całą Irlandię, i niemal w tym samym momencie zatrzymuje się samochód.</p>
<p>Z drogi zabierają nas Yvonne i James. Jadą do Lismore. Trochę rozmawiamy o naszej podróży, pogodzie na Irlandii i ekonomicznej sytuacji w Polsce, a w końcu zapraszają nas do swego domostwa. Z zaproszenia oczywiście korzystamy. Kiedy zajeżdżamy na podwórko i widzimy stare mury i drzewa pamiętające dawnych królów, James informuje nas, że owo domostwo ma ok. 300 lat. Rozsiadamy się w kuchni, James otwiera butelkę wina, trochę rozmawiamy i idziemy na pokazowy spacer po ogrodzie. A ogród jest imponujący. Rośnie tutaj wiele starych drzew&#8230; rosną zioła, które James potrafi nazwać i warzywa, które sam zasadził. Wracamy do kuchni, Yvonne otwiera kolejną butelkę wina, a James zastawia stół kilkoma rodzajami sera, oliwkami, pasztetem z kurczaka, krakersami i marynowanymi ogórkami spod ręki Yvonne. Przy sympatycznej rozmowie kończy się kolejna butelka wina. Trzecia, którą James stawia na stole, była lekko napoczęta, toteż szybko się opróżnia. W międzyczasie gospodarz zaczyna kroić warzywa, by przygotować kolację i rozmawiamy o Grenlandii, Danii, języku gaelickim, bezrobociu, katolikach, papieżu, Nostradamusie i wszelakich innych ciekawych rzeczach. Kończy się trzecia butelka wina, wiec Yvonne grzecznie prosi, bym wybrał następną z półki i otworzył ją&#8230; co też czynię. Ja wraz z Jamesem zajmujemy się kolacją, a Magda z Yvonne udają się na górę, by zapoznać się z obrazami namalowanymi przez jej krewnych. Po pewnym czasie kończy się wino a kolacja jest gotowa. Stół zastawiamy makaronem z warzywami i mięsem doprawionym świeżą miętą z ogródka&#8230; i piątą butelką wina.</p>
<p>To był dzień pełen wrażeń. Kolejny raz urzeka nas irlandzka gościnność. Yvonne obiecuje zrobić rano irlandzkie śniadanie i szykujemy się do spania. Dobrej nocy.</p>
<p><em>Ps. Asiu, pozdrawiam od Ciebie Irlandię :-)<br />
Gutki, godnie, że dostąpiliście Armii na żywo :-)</em></p>
<p><em><br />
</em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://draoi.pl/?feed=rss2&amp;p=676</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
