Glen of Aherlow
Poranek jest zimny a niebo zasłonięte szarymi chmurami. Gdy już jesteśmy spakowani i gotowi do drogi, do drzwi puka Catherine i proponuje nam podwiezienie do pobliskiego kościoła, skąd już blisko do kamiennego kręgu. Po mszy piechotą ruszamy we wskazanym przez miejscowych kierunku i szybko dochodzimy do kręgu, który okazuje się być zamkniętym. Szybko łapiemy stopa i John wiezie nas do Kilmallock. Oglądamy trzynastowieczne ruiny opactwa dominikanów, robimy zdjęcia i zakupy, ustalamy plan na najbliższe godziny i stajemy na wylocie z miasteczka. Jest wietrznie, pochmurno, czasem nie pada i jeździ bardzo mało samochodów. Czekamy… W końcu po 2,5 godziny zatrzymuje się dziewczyna z papierosem w ustach. Podwozi nas do następnej wioski, Elton, skąd po 15 minutach zabiera nas Maggie, Irlandka w średnim wieku, która autostopem przejechała całą Irlandię. Jeździ trochę niepewnie i zahacza o krzaki wystające na wąską drogę, ale przyjemnie się nam rozmawia. Wyskakujemy w Tipperary. Zagaduję przechodzącą rodzinę, okazuje się, że to Polacy – tłumaczą nam, gdzie mamy iść, by trafić na pole namiotowe. Dla pewności pytamy jeszcze jedną rodzinę, która wyjaśnia nam, że musimy iść w przeciwnym kierunku. Wracamy więc i obok nas zatrzymuje się samochód z rodziną Polaków, którzy uważają, że powinniśmy jednak iść w uprzednio wskazanym przez nich kierunku. Ostatecznie ojciec rodziny stwierdza: “Sam już nie wiem. Wskakujcie, zrobimy sobie wycieczkę.”
Jedziemy pośród malowniczych gór do Glen of Aherlow, doliny nad rzeką. Rozbijamy się na polu namiotowym, robimy ryż z warzywami i idziemy na spacer. Okolica jest bardzo piękna. Niebo się wypogodziło, słońce pięknie oświetla góry. Wchodzimy do pubu. Zamawiamy Guinnessa i Bulmersa. Sam pub to mieszanka klasycznej wiejskiej knajpy, kasyna i miejsca spotkań miejscowych przystojniaków, którym czasem wyrywa się dość głośne beknięcie. Wracamy do namiotu… zasypiamy… dobranoc.

May 5th, 2010 at 12:27
Jak wy łapiecie te STOPY? :-) To,że Magdę zabierają to rozumiem, ale Mańka!!!! :-)
Ja wracałem w niedzielę z Ogrodzieńca,najbliższy autobus za 2,5 godziny,więc łapiemy stopa żeby dostać się do najbliższej miejscowości gdzie jedzie pociąga,czyli zaledwie 14km do Zawiercia. Staliśmy 1,5godziny zanim ktoś się zatrzymał!!!
Ta Wasza wyprawa to chyba jakaś ściema:-)!!!
Żartuję!!
Powodzenia!!!!!
Do zobaczenia po powrocie!!!
May 5th, 2010 at 08:50
no w koncu jakies wiesci bo ja tu sie zamartwiam
BeeEeee
May 4th, 2010 at 22:48
Irlandia jest cudna :)
.. i mam nadzieję ze tak samo spodobają Ci sie Chiny!
dostałam wlasnie oferte pracy w Pekinie, na rok.
mam nadzieję ze przyjedziesz mnie odwiedzić i zrobisz sobie z tego kolejny cel podróży (Magdę rowniez zapraszam:))
pozdrawiam serdecznie, do zobaczenia po Twoim powrocie!