Dingle Pub
Większość kierowców pyta nas, czy przyjechaliśmy tu do pracy. To trochę przykre, że Polak w Irlandii kojarzony jest tylko z pracą. Na ogół ludzie wyrażają się dobrze o Polakach, ale i tak mówię im, że to nasze wakacje. Gdy kierowcy słyszą, że jesteśmy autostopowiczami, rozgadują się. Mówią nam o ciekawych miejscach, opowiadają interesujące historie… nagle znika pojęcie “Polak”. Jest turysta, autostopowicz. Jest lekkie niedowierzanie, że tak można podróżować. To przecież takie niebezpieczne. Dawniej, owszem… i oni jeździli, ale dziś już nikt tego nie robi. A jednak przemieszczamy się z miejsca na miejsce. Na zachodzie Irlandii jest to nieco trudniejsze. Może to dlatego, że więcej tu turystów? Tak czy inaczej podróżowanie autostopem nadal jest możliwe i wiele osób to robi. Chociaż jak na razie nie widzieliśmy żadnego innego autostopowicza.
Z Killarney z miłym starszym panem dostajemy się do Killorglin. Spotykamy Niemców i Amerykanów. Oczywiście są zdziwieni, że jedziemy autostopem. Szybko zatrzymuje się dla nas kolejny kierowca, który zawozi nas na prostą drogę do Dingle. Ok. 50 km pokonujemy z Gerrym, który jest tu na wakacjach. Jest Holendrem i wiele podróżował po świecie. Mówi, że zna dobre miejsce za miastem, gdzie możemy się rozbić za darmo. Odjeżdżając zostawia nam swój numer telefonu i mówi, że gdybyśmy mieli jakieś problemy, mamy napisać i on przyjedzie. Darmowe miejsce to plaża, na której nie można się rozbić, o czym informuje nas duża tablica. Trochę na piechotę i kilka kilometrów stopem wracamy do Dingle, gdzie od naszego ostatniego kierowcy dowiadujemy się, że jest tutaj mały hostel z miejscem na namioty. I tam też zostajemy. Wieczorem idziemy jeszcze do miasteczka do pubu z muzyką na żywo. Zamawiamy piwo i słuchamy romantycznych piosenek, które przy akompaniamencie własnej gitary wykonuje sympatycznie uśmiechnięty Irlandczyk. A potem wracamy do namiotu. I znów to pięknie rozgwieżdżone niebo.
May 10th, 2010 at 17:59
jeju..! zaraz zostawię tę codzienność i rzucę się w wir przygody, by Was odnaleźć i razem jeść mandarynkowy dżem. Zabierzcie mnie ze sobą następną razą, wezmę gitarę – każdego wieczoru uruchomię;]