Przedwieczny wiatr

Liz to młoda, ścięta na zapałkę dziewczyna. Zabiera nas z drogi i gdy słyszy, że jedziemy do Dunquin, stwierdza, że nas tam zawiezie pomimo tego, że to kilkanaście kilometrów dalej niż jej punkt docelowy. Jedziemy drogą Slea Head wzdłuż urwiska. Po lewej stronie pięknie maluje się Ocean Atlantycki i odległe wysepki, niczym kamienni strażnicy od dawnych czasów strzegący tych wód. Po drodze zatrzymujemy się w kilku miejscach i robię zdjęcia. Skały i rozbijająca się o nie w dole woda robią wrażenie. Jedziemy dalej, do miejsca, skąd odpływa łódź na Great Blasket Island, gdzie chcemy zostać na noc. Zjeżdżamy z głównej drogi i wyskakujemy pod przystanią. Myślałem o łódkostopie, ale nie ma tu żadnego portu, więc grzecznie kupujemy bilet, wkładamy kamizelki ratunkowe i ruszamy na wyspę. Najpierw pontonem z przystani podpływamy pod kuter, przerzucamy bagaże i siebie i płyniemy dalej. Fale są dość duże, więc przyjemnie kołysze, a woda czasem wlewa się na pokład. Płyniemy około pół godziny, znów przesiadamy się do pontonu i dobijamy do brzegu. Na wyspie jest jeszcze sporo turystów, ale niebawem odpływają. Zostajemy sami.

Jest bardzo wietrznie, więc rozbijamy się między starymi domkami, w których kiedyś mieszkali ludzie. Dziś to już tylko zniszczone gołe mury. Kilka domków służy robotnikom, którzy stawiają tu płot. W XIX i XX wieku żyła tu niewielka populacja rybaków i rolników. Ze względu na trudne warunki i brak kontaktu z lądem ostatni ludzie odpłynęli stąd w 1954 roku. Izolacja na wyspie spowodowała przetrwanie tutaj tradycyjnej kultury i języka irlandzkiego, co przyciągało tu wszelakich badaczy. Obecnie wśród ruin przechadzają się owce. Popołudnie mija nam spokojnie. Leżymy na trawie, wchodzimy na wzniesienia, śmiejemy się z owiec i królików, które w popłochu uciekają, gdy tylko nas usłyszą. Krajobraz jest przepiękny. Z wody wystają skały, w oddali majaczą inne wyspy. Tak tu spokojnie… i tylko krzyk ptaków i pobekiwanie owiec przerywa wietrzną ciszę. Z oceanu wystawia głowę foka.

Zapada zmrok, wiec szybko wracamy do namiotu. Jeszcze zielona herbata na dobranoc, spektakl gwiazd nad wyspą i wiatr, który śpiewał tu swoją pieśń przed wiekami.


One Response to “Przedwieczny wiatr”

  • Emzetka Says:

    śmiejecie się z zająców? mówiłam, że będzie wesoło jak dotrę?;] eh.. z relacji bucha pozytywną emocją;]

Leave a Reply