You’re backpackers so…

Budzimy się przed wschodem słońca. Nad górami pięknie widać księżyc. Jest zimno, więc wracamy do śpiworów i zasypiamy. Wstajemy przed ósmą i idziemy na plażę. Ocean jest dziś spokojny. Robię zdjęcia i ruszamy na spacer wzdłuż plaży. Po drodze widzimy martwą fokę. Jej głowa zjedzona jest już przez ptaki, a w ciele zadomowiły się robaki. Przykry widok. Wracamy do namiotu, zwijamy cały sprzęt i czekamy na łódź. Już widać ją płynącą z drugiego brzegu, niebawem tu będzie. Ostatnie spojrzenie na wyspę, która tej nocy była nasza… na owce i wszechobecne ptaki. Podpływa łódź, po chwili także ponton z turystami. Wysiadają lekko zdziwieni widząc nas tutaj. Znów wkładamy kamizelki, ładujemy się na ponton, potem do  lodzi i wyspa robi się coraz mniejsza za kilwaterem.

Do Dingle wracamy z parą młodych ludzi, którzy z Dublina przyjechali tu na wycieczkę. Jemy smażoną rybę i frytki w miejscowym wyszynku i  z drogi do Tralee zabiera nas Tracey. Gdy wysiadała z samochodu, by pomóc nam załadować plecaki, myślałem, że to Gillian Anderson, tak bardzo była do niej podobna.  Po drodze rozmawiamy o autostopie w Irlandii i Tracey twierdzi, jak większość kierowców, że dziś to już nie jest tak proste, ale że jesteśmy backpackersami, to nas zabierze.  Zahaczając o zamknięte pole namiotowe oraz o jedno, na którym nie chcemy zostać, dojeżdżamy do Tralee. Tracey zostawia nam jeszcze swój numer telefonu. Gdyby popioły z islandzkiego wulkanu nie pozwoliły nam odlecieć, możemy się u niej zatrzymać. Dziś zostajemy w Tralee.


3 Responses to “You’re backpackers so…”

Leave a Reply