It doesn’t make sens

W Tralee czuć już nowoczesność. To duże, wielokulturowe miasto ze sporą ilością sklepów i napisami na murach. Osobiście wolę być w tych małych miasteczkach, gdzie czuć klimat tej prawdziwej Irlandii, gdzie kierowcy mijając Cię pozdrawiają, machają  i uśmiechają się do Ciebie, a gdy budzisz się rano słyszysz śpiew ptaków lub szum fal.

Z Tralee do Ardfert zabiera nas kobieta z psem. Wnętrze samochodu oczywiście pełne jest sierści. Psina jest bardzo przyjazna i oblizuje nas po twarzy i rękach. W Ardfert oglądamy ruiny katedry z XII wieku i z drogi zabiera nas Brian. Jedziemy do Ballyheige, gdzie planujemy zostać na noc. Jak się okazuje, na polu campingowym nie można rozbić namiotu. Stwierdzamy, że to kompletnie nie ma sensu i Brian proponuje nam zostanie na ogromnym polu jego ojca, gdzie niegdyś pasły się zwierzęta, a teraz stoi ono odłogiem. Oczywiście zaproszenie przyjmujemy i jedziemy ok. 2 km za miasto. Rozbijamy się i reszta dnia upływa nam leniwie. I dobrze.

Arczi, musiałem trochę naprawić Twój plecak, gdyż nie wytrzymał już na kilku szwach :-)


One Response to “It doesn’t make sens”

Leave a Reply