John
Długo śpimy. Z namiotu wychodzimy dopiero około 10. Pogoda, ze słonecznej w deszczową i z powrotem, zmienia się co 20 minut. Po śniadaniu gramy trochę w “Państwa i miasta” (ja przegrywam), a potem John zaprasza nas na przejażdżkę do Limerick. Pakujemy się do campera i jedziemy na zakupy. John znika u fryzjera, a my obchodzimy okoliczne sklepy. A potem w drodze powrotnej zjadamy wspólny posiłek w pubie, do którego przybędziemy również wieczorem.
John obecnie mieszka w camperze. Ma uczulenie na świeżą farbę, więc nie może przebywać w swoim domu, który jest właśnie malowany. Mówi, że gdyby nie miał campera, musiałby mieszkać w B&B, a to by go drogo kosztowało. To zawodowy kierowca ciężarówki, ma dwoje dzieci i jest samotnikiem. Rzucił palenie i od tego czasu je więcej. Zaznacza też, że nie pije Guinnessa, gdyż rośnie od niego brzuch.
W pubie jest dzisiaj impreza urodzinowa. Pewna kobieta obchodzi siedemdziesiąte urodziny, więc w lokalu znajduje się sporo ludzi. Ale znajduje się też miejsce dla nas. Zamawiamy piwo, czekamy, aż kapela się nastroi i próbujemy zlokalizować solenizantkę. W międzyczasie John idzie spróbować szczęścia z automatem do pokera, ale wraca po chwili straciwszy 2 euro. W końcu impreza rozkręca się na całego… kapela zaczyna grać, a ludzie wychodzą na środek i tańczą. John prosi Magdę do tańca i pokazuje, że dziś on jest królem parkietu. Na”densflorze” pojawia się też starsza pani, która najwyraźniej doskonale się bawi, podskakując w rytm muzyki… wszak to jej dzień. A później The Boatmen odgrywają “Sto lat” i wszyscy idą składać solenizantce życzenia. W tym czasie kelnerki podają przekąski, na które i my się załapujemy. Jestem pod wrażeniem całej imprezy i tego, jak wszyscy się świetnie bawią. Wieczór jednak zbyt szybko przechodzi w noc i trzeba nam wracać do namiotu. John planuje spać do 11, my przed 9 chcemy być już w drodze. Żegnamy się więc, życzymy sobie wszystkiego dobrego i w przyjacielskiej atmosferze rozchodzimy się do swoich”apartamentów”. Pewnie nigdy się już nie spotkamy, ale w pamięci ten człowiek zostanie na zawsze.
May 18th, 2010 at 18:49
ale w Państwa-miasta walka była do końca wyrównana :)